w przelocie.

 

na urodziny tatusia upieklam czekoladowo- marcepanowy tort, ktory wygladal fatalnie ale smakowal fantastycznie i krewetki w sosie kokosowym mleku. prezenty bardzo sie udaly, bylo i wesolo i sentymentalnie. urodziny rozpoczely poprzedniej nocy pokazem ksiezycowym, ktory na moj wlasny uzytek biore za szczesliwy znak.

w monachium czas oktoberfest. malina jak co roku wyciagnela dirndl. ups! za ciasny. uroczyscie pojechalismy kupic nowy. po przymierzeniu 14 roznych modeli dalismy spokoj. malina jest dluga i chuda. waskie modele sa za krotkie, dlugie zbyt wyprofilowane wokol dekoltu. postanowilismy poczekac z kupnem dirndla na przyszly rok. malina przymierzyla chlopiece tradycyjne, czarne, skorzane spodnie z bufiasta bluzka w zielona kratke. do tego aksamitno filcowy tradycyjny zielony medalion. sprzedajace panie sie zachwycily a mloda dziewczyna z kabiny obok natychmiast postanowila sprawdzic, czy sa spodnie w jej rozmiarze. dzis malina tak wystrojona pomaszerowala do szkoly bo maja trachten-tag. zaplotlam jej piekna, misterna fryzure „w koszyczek” a sama zaraz lece do hamburga.

taka piekna jesien a ja nie mam kiedy posiedziec w domu.

 

Dodaj komentarz