przez kilka tygodni malina szukala odpowiedniego longboardu. za moich czasow to sie nazywalo deskorolka, ale wiadomo: zyjemy w 21 wieku i wszystko jest nowe, fajniejsze i w ogole cool. deska musi sie tez nazywac LONGboard, bo ma metr dlugosci.
cale znajome towarzystwo przesiadlo sie z rowerow na deski i tak rano pomykaja do szkoly, do autobusu, do pociagu. malina sie zapalila do sprawy. pomyslalam, ze w sumie dobrze, bo ominie nas zmiana roweru na nowy (malina jako jedyna jezdzi jeszcze na rowerze w lylowe kwiatki) sportowo – nowoczesno – odlotowy. hurra, zaoszczedzimy na sprzecie. juz po sprawdzeniu kilku pierwszych longboardow zrozumialam jak bardzo sie mylilam: deska jest modna, wiec deska kosztuje. liczy sie nie tylko dobre lozysko dla koleczek i ich kolor, ale tez wzor deski pod spodem.
– pod spodem? – zdziwilam sie – to i tak tego nie widac?…
najwazniejsza jest oczywiscie jazda na desce ale sa tez momenty w ktorych deske trzeba niesc pod pacha i nagle wazne jest tez co jest pod spodem.
no wiec malina zaczela szukac. spodobala jesj sie pewna deska, ktora zamowili z tatusiem przez internet i wyslali mi zdjecie do hamburga. wszczelam natychmiastowy alarm, bo wzorem na spodzie byly trupie czaszki na wesolo.
– malina, ja nie chce zebys jezdzila z czaszkami, bo to jest zla karma!
maz sie zdziwil gdzie ja te czaszki widze, on widzi tylko zielony wzorek, ale jak sie przypatrzyl… no tak. anulowali zamowienie. potem jeszcze przymierzalismy sie do roznych desek w sklepach sportowych, ale najfajniejsze byly drozsze niz rower. az w koncu – hurra – jest! swietna deska ze swietnym designem: zyrafa w jeansowej kurtce. malina sie zakochala. amazon obiecal, ze deska dojdzie wczoraj, ale doszla dopiero dzis. malina niemal rzucila sie panu kurierowi na szyje. w garaczce rozpakowala deske i… w tym momencie lunal deszcze. ale nie jakis tam kapusniaczek – malina wiejskim dzieckiem jest i woda jej niestraszna – tylko prawdziwa ulewa. deska w rzeczwywistosci duzo fajniejsza niz na zdjeciach.
malina zsunela wszystkie meble w swoim pokoju pod sciany i jezdzi w pokoju… a ja wygladam przez okno. taka tam sroda. tyle, ze deszczowa.