reset. ale tez update.

za wszystko co malina osiaga w szkole moze podziekowac tylko i wylacznie sobie. za dwa tygodnie dostanie swiadectwo. same jedynki i dwojki.

w sobote poszlismy na przedstawienie w naszej wsi. od dwoch lat malina chodzi na zajecia taneczne. w tamtym roku dziewczynki zaprezentowaly dwa uklady taneczne. calkiem fajne, ale nikt nie oszalal. w tym roku mial byc musical. malina przyniosla jakies okropne ciuchy teatralne, ktore przede szybko upralam i wyprasowalam, bo myslalam ze zemdleje. spodziewalismy sie typowego teatrzyku szkolnego – w sobote na przedstawienie przyszla cala wies. w pierwszej chwili maliny nie poznalam: czarne spodnie, bluzka z bialym zabotem, szara kamizelke, wlosy sciagniete w kok na czubku glowy przebity olowkiem jak strzala. malina grala jedna z dwoch glownych rol, surowa dyrektorke szkoly – usobienie zla – a potem – kiedy akcja przeniosla sie ze szkoly do zaczarowego lasu – zla moc, ktora dobre elfy musialy pokonac. kiedy pokonanana malina wila sie po podlodze ryczalam jak bobr. wszyscy rodzice byli zaskoczeni. dziewczynki przygotowaly 1,5 godzinny spektakt z niesamowicie dlugimi tekstami, piekna muzyka i z bardzo dowcipnymi momentami. co ja sie jako matka nazbieralam komplementow! bylo mi troszke glupio, bo ciagle bylam sceptyczna w sprawie tych zajec. a tu takie cos. no!

w piatek poczulam sie cos sie we mnie wypalilo i ze jak jeszcze raz zadzwoni telefon albo bede musiala odpowiedziec na jakis glupi mail to oszaleje. oszaleje jak nic! zadzwonilam do szefa z prosba o tygodniowy urlop. i latwosc z jaka go od reki dostalam (z przykazaniem zebym porzadnie odpoczela i nie odbierala telefonu) zaraz poruszyla we mnie lawine milosci do mojego zawodu i firmy. to jest jednak dobre zycie! malina poszla dzis rano do szkoly a ja z mezem pojechalam do pobliskiego klasztoru na lunch. potem na spacer. potem zawislam na tarasie w hamaku z polska ksiazka. potem maz ugotowal mi kawy o 5 wieczorem. urlop to taki czas kiedy moge zyc wedle swojego zegara biologicznego: siedziec do 4 w nocy i spac do 11 rano. potem przygotowalismy miseczki z „glupotami” do skubania (zamiast obiadu) i gralismy z malina w scrabble. 

no dobra. ide spac.

Dodaj komentarz