obudzilam sie jak zawsze o 6:15. prysznic, malinowa pobudka. robie kawe i malinowe sniadanie i katem oka widze na komorce, ze dzis pierwszy. pierwszy… o kurcze, dzien dziecka. ale ja jestem! znow zapomnialam o dniu dziecka. no nic. nie powiem malinie teraz tylko cos przygotuje na powrot ze szkoly. wyprawilam maline i wrocilam dopic kawe. pewnie dzieki tej kawie dotarlo do mnie, ze to juz lipiec.
czas zastyga co i raz w bezruchu a jednoczesnie mknie jak strzala.