poniewaz nie jestem w nastroju do imprez, od wczoraj zaliczam wszystko w wyprobowanych ciuchach i butach. ale mam nowe okulary.
dwa tygodnie temu w ogrodowych jeansach i swetrze meza pojechalismy odebrac maline z polskiej szkolki i okazalo sie, ze jestesmy za wczesnie. wpadlismy wiec do znajomego optyka. recepte na okulary mam od miesiaca w portmonetce, ale pan zmierzyl mi oczeta po swojemu i sie zdziwil, ze wynik pokryl sie z recepta. pochwalil mojego lekarza i pokrecil glowa na wszytkie oprawki, ktore sobie sama wybralam z regalu i zapytal czy moze cos zaproponowac. no pewnie, ze moze! wrocil z 9 oprawkami na tacy – no niebrzydkie, ale ja wiem?
zaczelam przymierzac i przyznalam panu racje, wszystkie super pasujace, w przeciwienstwie do tych co mi sie „samodzielnie” podobaly a wygladaly jakby mi ktos czyms rzucil w twarz. droga eliminacji wybralismy oprawki. jest ich 500 na swiecie – specjalna seria, wiec jest tez troche snobistycznie. na koniec – jak jeszcze troszke sie wahalam, pan podal mi czarny plaszcz zebym sobie zobaczyla jak bedzie z czarnym. w blekitnym swetrze meza wygladalama jak ubogi ogrodnik. plaszcz byl taki jakich juz kilka mialam w zyciu. bardzo wciety w pasie, rodzaj surduta do polowy ud. pan optyk mnie zadziwil. niestety kupilam i oprawki i plaszcz i do wakacji bedziemy jesc suche kartofle.
jestem wlasnie na kilkudniowej imprezie, skacze z wystawy na koktail, z workshopu na pokaz, zaraz lece na lampke szampana z fotografami, wieczorem festiwal, wielkie party festiwalowe, potem nasze firmowe party w klubie. od wczoraj nosze tylko ten plaszcz z roznymi dodatkami plus okulary. a takze wygodne – choc wysokie – buty, bo skrecilam kostke. i jezuniu, co ja sie komplementow nasluchalam, ze tak fajnie i ze zmienilam image (a ja od zawsze w czarnych surdutach!). dzis na wieczor pod surdut zakladam czarna sukienke z cekinow. zdalam telefonicznie mezowi relacje z tej plaszcczowej sytuacji a maz:
– o kurcze, to zrobilismy na tym plaszczu prawdziwy interes! zaoszczedzilismy jak nigdy!!!