kiedy jeszcze mieszkalismy w chatce, naszym sasiadem byl emerytowany pilot lufthansy i jego mlodsza zona byla stewardesa. co sobote przyjmowali gosci, on wyciagal gitare i cudownie spiewal po angielsku a zona niezmiennie go podziwiala i podawala gosciom wino i piwo. co i raz gadalismy sobie o moim strachu przed lataniem. klepal mnie swoja olbrzymia dlonia po plecach:
– zawsze jak wsiadasz do samolotu pomysl, ze prowadzi go ktos, kto chce was wszytkich bezpiecznie dowiezc do domu. sam chce bezpiecznei wrocic do domu. to jest jego jedyny cel.
bardzo czesto patrze przez szybke do kokpitu zeby zobaczyc kto leci, czasem co-pilot osobiscie pozdrawia wsiadajacych. zawsze przypominam sobie slowa mojego sasiada. dzis te slowa stracily swoja moc.