weekend spedzilismy w pieknym miejscu. malina miala spac u znajomych. mielismy ja tam podrzucic i jednoczesnie zabrac znajomych na weeknedowa, sluzbowa choinke z noclegiem. jak rok temu. w ostatniej chwili okazalo sie, ze nic z tego, bo ich najmlodsza corka (w wieku maliny) boi sie zostac w domu tylko pod opieka rodzenstwa (dorastajace nastolatki) i rodzice rezygnuja z przyjecia, musza zostac z dziecmi.
wcale im sie nie dziwie.
miesiac temu, wracajac z rodzinnego wypadu na basen slysza wiadomosci w regionalnym radio: dwoje dzieci zamordowanych. jada dalej, nastepne wiadomosci podaja juz wiecej szczegolow, wiek dzieci, plec, miejsce: sasiednia wioska. dziwne, starsza dziewczynka w wieku ich najmlodszej corki. maja jakies dziwne przeczucie, bo w okolicy wszyscy sie znaja, mozliwe, ze chodzi o jakogos kogo znaja. w domu sluchaja wiadomosci jeszcze raz i nagle wiedza: chodzi o przyjaciolke ich corki i jej mlodsza siostre. zamordowala je wlasna matka. i nagle nie wiadomo co robic. jak isc spac? gdzies dzwonic? dzwonic. telefon nie odpowiada. moze to jednak jakis zbieg okolicznosci? nastepnego dnia przyjezdza policja, przesluchuja rodzicow, przesluchuja ich corke. nastepnego dnia ich corka moze zostac w domu, ale koniecznie chce isc do szkoly. nie ma lekcji, dzieci placza, ona je pociesza, glaszcze po wlosach kolezanki, sama pelna spokoju. szkola stara sie pomoc dzieciom jakos sobie poradzic z ta tragedia. w ich dotychczasowym zyciu mama jest od gotowania obiadu, glaskania na dobranoc, od burczenia za zle stopnie, od omawiania listy prezentow od swietego mikolaja, ale nie od… zabijania.
corka naszych znajomych przez tydzien zachowywala sie jakby przeszla do tego wszystkiego do porzadku dziennego, jakby nic strasznego sie nie stalo. dopiero po tygodniu zaczelo do niej wszystko „docierac”: ze dzien wczesniej bawila sie u tej przyjaciolki do poznego wieczoru i dzwonily do domu, zeby mogla u nich nocowac, ale jej mama nie pozwolila. a gdyby pozwolila? a gdyby u nich nocowala a ich mama chciala je zabic dzien wczesniej? a gdyby tego dnia na basen zabrala przyjaciolke, to moze ich mama cos tam by innego robila i nie zabila corek? dopadly ja emocje, refleksje, wspomnienia i zaczely niszczyc jej spokoj, sen, zycie.
swiat tego dziecka stanal na glowie. nie moze spac, nie moze jesc, placze, nie moze znalezc sobie miejsca.
wciaz mysle o tym jak trudno bylo mi pogodzic sie z wpuszczeniem „swiata” do naszego zycia jak malina poszla do przedszkola, potem do szkoly a przeciez chodzilo o glupstwa.