malina chodzi w swoim narzedziu tortur. wyglada to okropnie. pod podniebieniem ma rozpiety stalowy krzyz umocowany wokol tylnych zebow. co rano i co wieczor przekrecam specjalnym kluczykiem te konstrukcje, ktora rozpiera malinie gorna szczeke. na dolnych zabkach zwykla klamerka. do mycia zebow zestaw szczoteczek, nitek, swiderkow i maly prysznic do jamy ustnej. malina je miekkie buleczki, gruszke, wszystko pokrojone na malutkie kawaleczki. tak bedzie teraz przez pol roku. malina jest dzielna chociaz trudno jej mowic, jesc i pic. gdyby nie chodzilo o zdrowie a tylko o urode to bym chyba cofnela te terapie. dla mnie malina jest piekna takze z tylozgryzem.
akurat zyjemy w bardzo smutnym czasie: zle wiadomosci, smierc, pogrzeb, zawalone projekty, choroby, ktore nie wiadomo jak sie moga rozwinac, w pracy przechodze bardzo trudny okres, bo o ile slub firmowy jest latwy, o tyle rozwod zwiazany jest z nieprzyjemna atmosfera, prawnikami i dokumentami. i jest malina, ktora trzyma nas w pionie. zawsze w dobrym humorze, gotowa do calusow na pocieszenie, smiejaca sie od ucha do ucha mimo 2 kilogramow zelastwa w ustach, piszaca ogolnoniemiecki test najlepiej w klasie… nie mozemy jej dac po sobie poznac, ale w tym momencie jest nasza opoka, cieplem, miejscem do ktorego biegna wszystkie nasze mysli, kiedy staramy sie zapomniec o klopotach.