per mail
a.: co u ciebie slychac?
odpowiadam: wszystko dobrze, a u ciebie?
a.: u mnie tez wszystko dobrze. pomyslalam, ze odkad mieszkamy niedaleko siebie w ogole przestalysmy sie widywac. moze sie spotkamy?
odpowiadam: ostatnie kilka tygodni bylo tu naprawde goraco, duzo porojektow, ale na kawe musimy znalezc czas. kiedy?
a.: dzis?
zanim odpowiem, wplywa nastepny mail:
a.: ups! sorry. dzis to nie moge. w piatek?
odpowiadam: piatek w poludnie jest ok.
a.: tak w samo poludnie to nie moge, bo o 11:00 mam spotkanie w monachium, moze lepiej o 13:00!
odpowiadam: 13:00 ok. u mnie? albo pojdziemy na kawe nad wode.
a.: u ciebie za daleko. moze w polowie drogi.
tu nastepuje kilka maili z ustaleniem GDZIE. w koncu wiemy gdzie i ze o 13:00 z tolerancja 15 min. i wtedy przychodzi jeszcze jeden mail:
a.: ale nie wiem czy dam rade na 100%. dam znac w piatek rano, dobrze?
mysle: to po co mi zawracasz dupe przez pol dnia? i nie odpowiadam.