nie mam kota, ale mam stres. kot sasiadow pewnie ma – jak kazdy kot – 7 zyc ale ma tez 4 imiona: filou, tom, speedy, thron. dobrze, ze trzeci syn sasiadow jest w podrozy. pewnie jak wroci, kot dostanie piate imie.
kot jest piekny. dachowiec, lekko pregowany. uwielbia siedziec na dachu i przygladac sie ptakom. najbardziej podoba mu sie nasz ogrod. sasiad kazal mi go przepedzac, bo teraz jest faza, ze ma sie uczyc gdzie jest jego miejsce na ziemi. stoje wiec pod plotem, macham rekami i wolam to co kazdy normalny (polski?) kot rozumie jako „spadaj”:
– psik! psiiik!!!
niestety niemiecki kot uwaza, ze to jest zacheta do zabawy i natychmiast przeskakuje do nas i biega po drzewach. moze w poprzednim zyciu byl wiewiorka? nie bardzo umiem sie tym kotem cieszyc, bo w momencie, kiedy znajduje sie na naszym terenie zaczynam sie czuc za niego odpowiedzialna i boje sie, ze ucieknie na ulice i wpadnie pod motor. biegam wiec z nim a malina za mna. rzucamy mu pileczki, papierki na sznurku, machamy dluga trawa… a on i tak najchetniej siedzi na rozlozystej brzozie i patrzy w dal. ciagnie go w swiat. wolalabym zeby uciekl ze swojego ogrodu a nie z naszego, bo bede miala wyrzuty sumienia do konca zycia.