punktualnie o 16:00 w grupie rodzicow czekamy na dzieci, ktore maja za soba probny dzien w gimnazjum. jest ich duzo, podzielone zostaly na trzy grupy. razem z innymi rodzicami nie mozemy doczekac sie wyrazu twarzy. bylo fajnie? bylo kiepsko? jak bylo?
o! wybiegaja jakies dzieci. razem ze swiezo poznanym tata krecimy glowami:
– nie. to nie nasze. za duze. to pewnie jakas 5 czy 6 klasa.
ale oto w tej grupce widze znana czapencje: malina. no taka duza, ze opada mi szczeka.
– salve mater! salve pater! – wola a w drodze do domu recytuje lacinskie nazwy czesci domu, ciala, rodziny. o 7 wieczorem pada do lozka i zasypia w 5 minut. szkola podoba jej sie bardzo. mezowi tez. a ja jak zawsze sceptyczna.