kolega. bardzo wesoly, dowcipny, dusza towarzystwa, otwarty. od ponad roku biega i z okraglego czlowieka zrobil sie calkiem proporcjonalny facet. ma zapal: slonce, ulewa czy deszcz – on biega. wzdluz pola biegnie, wzdluz laki a potem przez las.
i tak sobie dwa tygodnie temu biegnie jakby nigdy nic. na skraju lasu samochod. w samochodzie siedzi czlowiek z rurka w ustach a rurka prowadzi do rury wydechowej. okna podciagniete. kolega zobaczyl to i… zupelnie nieracjonalnie przestraszyl sie i uciekl. w amoku wpadl do domu. zadzwonil po policje. przerazona zona:
– i tak go zostawiles?!
wiec on nogi za pas i biegnie ratowac. dobiega. facet ma opuszczone okienko, oddycha. nic mu nie bedzie. podjezdza policja. spisuje obu. wszystko bedzie ok. tylko… kolega bedze oskarzony o zaniechanie ratowania zycia, proces i bardzo wysoka kara pieniezna.