wczoraj tesciowa zadzwonila w tajemnicy do mojego meza.
– jestes jutro w domu?
– chyba nie. a co?
– no bo przeciez wiesz no!
– nie. co?
– no wiesz, chcielismy wpasc niby niespodziewanie!
– aha! – zdziwil sie maz – no to wpadajcie! fajnie! malinaaaa!!! oma i opa wpadna jutro niespodziewanieeee!!!
– jezu, nie krzycz. przeciez to ma byc niespodzianka!
– aha. – zgodzil sie maz, ale ze odgruzowalismy piwnice to niczemu sie nie dziwil.
tesciowa zadowolona z siebie:
– a sernik mam juz w piekarniku! wiem, ze tort by lepiej pasowal, ale pomyslalam, ze niewazne co pasuje tylko co smakuje!
– fajnie! sernik lubimy wszyscy. ale cos czuje, ze mne moze jutro nie byc…
– jak to???!!! w urodziny mialoby cie nie byc? – oburzyla sie tesciowa, bo zapomniala, ze rozmowe zaczela w ogole od pytania, czy maz jutro bedzie w domu.
– urodziny? a czyje?
– no twojej zony. mojej synowej!!!! – moja tesciowa, ktore bardzo serio podchodzi do urodzin, bozych narodzen i wszelkich rocznic zdenerwowala sie nie na zarty. a maz w sumie sie zmartwil, bo nie przywiazujemy wagi do urodzin, ale zeby tak kompletnie zapomniec?… zastanowil sie.
– ona ma urodziny za miesiac.
– co???
– odkad ja znam ma urodziny w lipcu.
tesciowie przyjechali z sernikiem wczoraj. bylo milo, choc urodzin nie obchodzilismy, bo to przynosi pecha.
a dzis… ku mojemu zdziwieniu dostalam zyczenia od kilku osob. cos sie ludziom pokrecilo, pierwszy raz odkad obchodze urodziny. cos takiego jeszcze mi sie nigdy nie zdazylo i najpierw sie smialam, ale potem zadzwonila pani od endokrynologa i powiedziala zebym w koncu przyszla na badania rakowe, bo mam badac sie co pol roku a nie bylam 8 miesiecy. pomyslalm, ze to jakis nieprzyjemny zbieg okolicznosci i jakos mi dziwnie.