zle radze sobie z niepowodzeniami sluzbowymi, ze stresem. moj szef wzrusza ramionami:
– business as usual.
a ja nie spie po nocach, jestem zla, wkurzona, obrazona, mysle, ze pracuje w glupiej branzy i raz na tydzien rzucam prace.
moj maz za to ma znacznie wieksze spektrum dzialania, wiec i wieksza odpowiedzialnosci, na wieksza skale i tez wsrusza ramionami:
– ale mialem meeting. wszystko sie wali, super stress, ale kurcze jakby wszystko samo toczylo sie jak po masle, to by mnie nikt nie potrzebowal. po to jestesmy i za to nam placa.
i zadowolony bierze sie za nowa ksiazke, podczas gdy ja nerwowo rzucam sie po domu i dotaje nowych zmarszczek.
dzis przyszly mi do glowy dwie sytuacje i skojarzyly mi sie z wytlumaczenie roznicy w naszych charakterach. mialam jakies 7 lat i zeby zrobic mamie przyjemnosc, wzielam sie za zmywanie naczyn (czasy kiedy nie bylo zmywarki) i zaraz na poczatku wymsknela mi sie z rak salaterka (taka ktore na setki moznabylo wtedy kupic w sklepie chinka za grosze), pekla na pol. moja mama dostala prawdziwego szalu. sklejona salaterka istnieje wprawdzie do dzis, ale afera byla taka jakbym zlamala matczyne serce, zniszczyla dorobek zycia, byla ostatnie zyciowa niedorajda, utrapieniem i sluchalam o tej salaterce chyba ze dwa tygodnie codziennie a potem jeszcze okazjonalnie, bo w miedzyczasie udalo mi sie zniszczyc maminy swiat jakas plama atramentowa na obrusie, czy zabloconymi butami w przedpokoju.
a moj maz mial jakies 8 lat, kiedy z siostra postanowili zrpbic rodzicom przyjemnosc i umyc ich nowy samochod. nie powodzilo im sie wtedy zbyt dostatnio i chcieli rodzicom zoszczedzic koszta myjni. wstali raniutko i wyczyscili czerwony samochod gabka do kapieli a miejsca szczegolnie brudne taka szorstka myjka do szorowania przypalonych garnkow. moi tesciowie malo nie dostali zawalu widzac nowy samochod w niektorych miejscach wyszprpwany do blachy, ale… na dumne miny swoich dzieci nie umieli zareagowac naczej niz najpierw podziekowac za niespodzianke i starania a potem tlumaczeniem, ze troche zniszczyli lakier. do dzis jest to historia bez konca powtarzana na wszelkich rodzinnych uroczystosciach, bo tesc jezdzil kilka lat ze "latami" i samochod polakierowal dopiero do sprzedarzy.
moze dlatego moj maz idzie przez zycie z umiechem a ja z chmura na czole? i wpatruje sie w niego codzien zeby sie czegos nauczyc, ale dla mnie to juz chyba za pozno. ciesze sie ze malina ma tatusiowy charakter. i tylko trzeba jej zyczyc zeby nie spotkala z kolei takiego uciazliwego zyciowego partnera jak jej tatus spotkal mnie.