jak zwykle kupilysmy najprostszy wieniec charytatywny. przybralysmy go roznymi znaleziskami z ogrodu: troche paproci, galazki wrzosu, mahonia, makowki, owoce dzikiej rozy i suche owocki pachnacego groszku, malina upiekla ciasteczka w ksztalcie konikow do dekoracji. w srodek wstawilysmy swiece i mamy.
malina poszla do szkoly wystrojona jak na odpust, bo dzis spiewa na scenie jakies adwentowe szlagiery a ja siedze, patrze na ten wieniec i … wzdycham.