u nas w domu wszystko jest biale. biale w bialym, po bialym i bialym pogania. co nie jest biale to jest ciemnoszare albo drewniane (szaro drewniane, bo naturalne drewno lubie przeciagnac woda, zeby szarzalo szlachetna patyna). to wszystko jest oczywiscie klamstwem , bo nasze zelazne lozko jest szarogranatowe a schody na gore czarnobrazowe, ale to pomijam, bo nie pasuje do wpisu:-)
w polowie lutego na gore wchodza panowie robotnicy, zdzieraja znienawidzona ryzowa tapete i tynkuja wszystko rowniutko, zakladaja podlogowe ogrzewanie, klada debowe dechy i w sypialni wybijaja drzwi na taras, ktory powstanie w lato. bedzie wiec ramba camba. ostatni moment zeby zobaczyc co by bylo gdyby.
i tak malinie pomalowalismy jedna sciane na ciemny fiolet a reszte laczeni z sufitem na blado-wrzosowo. jedna sciane w sypialni chcialam miec ciemnografitowa. pokazuje koszulke meza: o taka. ciemny grafit z kropla granatu
no wlasnie taki kolor tylko oczywiscie matowo.
wchodzimy do sklepu. prosze bardzo, gotowa, wymieszana farba jakby byla razem z koszulka meza wyprodukowana. i teraz bedzie hard core, bo w sobote malujemy tak cala sypialnie. z ciekawosci. na trzy miesiace. na tym tle bedzie stala biala komoda, biala szafa, drewniany sekretarzyk i obrazy.
jak nie bialo to czarno. jaki prosty swiat.