malina poszla do trzeciej klasy. nowa pani bardzo mi sie podoba. jakas rzeczowa jest i sciska mocno dlon na powitanie. to lubie. poprzednia pani wiecznie byla lekko usmiechnieta bez wzgledu na to czy mowila cos milego czy niemilego i potrafila stracic panowanie nad soba. a dzieci potrzebuja prawdy. jak jest niemilo to niemilo, jak milo to wtedy sie trzeba usmiechac. dzieci nie rozumieja jeszcze ironii, kpiny i nie rozumieja, ze wiecznie usmiechnieta pani nagle traci panowanie na emocjami i krzyczy. nowa pani jeste serdeczna ale tez bardzo serio. malina zachwycona. klasa zrobila sie mniejsza. 20 uczniow. w tym roku dochodzi plywanie i angielski. malina siedzi z a.
a. jest lekko flegmatyczna, niesamowicie piekna, stateczna, odpowiedzialna i mozna jej zaufac. zupelne przeciwienstwo maliny. malinie tez moznaby bylo zawsze ufac, gdyby nie fakt, ze ona jest jak maly piesek lub zrebak. chce sie dobrze zachowywac i o wszystkim pamietac, ale rozsadza ja energia, gdzie pobiegnie, podskoczy, ucieknie… dzis chciala mnie zaskoczyc ze juz sie umyla, wyprysznicowala itp i jak sie przejechala z uciechy po podlodze w lazience to na dole az huknelo… spieszy sie ciagle…
gdyby malina tak nie kochala tej szkoly to byloby mi latwiej… a tak to nie wiem, czy nie naginam jej zycia do moich uczuc.