bo twoje dziecko jest jak lusterko… ale krzywe! i wszystko wroci rykoszetem i … dostaniesz po nosie.
malina, tatus i ja. wychodzimy ze sklepu. wlasnie kupilismy nowe, swietne, piekne narty, kijki, kask, buty, spodnie, kurtke. malinowy pierwszy ekwipunek narciarski to byly taniutkie rzeczy, bo nie wiadomo bylo czy malina jakos tam da sobie rade na gorce. po dwoch latach wszystko zrobilo sie malutkie a malina cudownie smiga czarnymi trasami i dlatego postanowilismy kupic super sprzet zeby bylo i pieknie i bezpiecznie.
kupowanie nart w zimie to zadna przyjemnosc, spedzilismy w sklepie ponad godzine, wychodzimy zmeczeni, spoceni, wydalismy dziki majatek. kolo nas przechodzi mikolaj i rozdaje dzieciom manadarynki. w totalnym rozgardiaszu i tlumie nie widzi maliny i mija nas obojetnie. malina – a bylo to dwa tygodnie temu i miala dopiero 7 lat wiec moze to ja usprawiedliwia?! 🙂 – nie kryje rozczarowania. rozgoryczenia. smutku. a w koncu rozpaczy i lez! staje i placze jakby stalo sie naprawde cos strasznego! a my nie mamy ani sily ani cierpliwosci na jej humory i zrozumie mnie tylko ten co ubrany w puchowa kurtke wlasnie przymierzyl z wlasnym dzieckiem kilka par narciarskich butow (wcisnal je na nozki, zapial klamry, kazal pochodzic po sklepie zapchanym innymi rodzicami kupujacami buty narciarskie, rozpial klamry, zciagnal i staral sie dociec co cisnelo i dlaczego i gdzie) i kto probuje przebrnac przez bloto i snieg wsrod tysiecy ludzi histerycznie szukajacych prezentu pod choinke.
bardzo mi przykro, ale nakrzyczalam na maline:
– to ja ci kupuje najdrozsze narty w sklepie a ty ryczysz z powodu glupiej mandarynki???!!!!
malina bardzo sie zdziwila moim wybuchem i szybko doszla do siebie.
minely swieta, narty wyprobowane, swiat kreci sie w milym tempie, swieczki swieca, maline odwiedza przyjaciolka. serwuje dziewczynkom ciasto i przysiadam sie na chwile zeby posluchac opowiesci swiateczno – sylwestrowych.
– dostalam szalik od babci i kolorowy papier do wycinanek od siostry – opowiada kolezanka a malina na to:
– a ja dostalam bardzo, bardzo drogie narty.
a ja malo nie spadlam z krzesla i nic nie powiedzialam, bo moge sie tylko trzy razy uderzyc w piersi i wyszeptac: mea culpa.
amen