
tymi slicznymi nozycami do roz nieomal obcielam sobie srodkowy palec u lewej reki. 2/3 przekroju. palec zawisl na silnym na szczecie kawalku czyli 1/3 przekroju. krew chlusnela jak z kranu. bylam tak przerazona i otumianiona, ze nawet nie moglam sprawdzic czy calkiem obcielam i mam leciec do ogrodu i szukac czy nie. trzymalam tylko pod biezaca lodowata woda a umywalka wypelniala sie sie na czerwono. malina rzucila tylko okiem i ze strachu uciekla do ogrodu wrzeszczac wnieboglosy. zawolalam ja zeby mi dala gumke do wlosow. zatamowalam krew i zobaczylam, ze palec caly, tylko nadkrojony jak parowka. posypalam proszkiem do… gojenia wiecznej ospy, bo takie cos znalazlam a za nic nie moglam znalezc jodyny czy innego czegos do dezynfekcji. i zadzwonilam na pogotowie. lekarz przyjechal po 20 minutach. zdezynfekowal, zalozyl cos w rodzaju szwow, zakleil i zabandazowal. malina pogratulowala mi, ze jestem taka dzielna i do wieczora chodzila jak rozowa pozytywka: grzeczna, mila usmiechnieta i pomocna. wyrzucajac zakrwawione chusteczki do smieci zlamalam sobie paznokiec u prawej reki i to mnie teraz boli bardziej niz ta nadkrojona kielbasa. teraz glowie sie jak umyc wlosy. na pocieszenie zjadlam 100 kilo pierniczkow w ksztalcie gwiazdek i jestem tlusta jak golonka po bawarsku.