jeszcze przed wakacjami spedzilismy weekend u znajomych. w salonie stoi pianino. wieczorem podchodze, przegladam nuty, siadam gram. maz pada, malina milknie. ja sama nie wiedzialam, ze cos tam jeszcze potrafie wybrzdakac. malina ma od tygodnia lekcje gry na fortepianie jako konsekwencje muzycznego szkolenia w szkole muzycznej (brzmi dumnie, ale to jest byle co) a ja sobie usiade i od czasu do czasu pobrzdakam. juz sie ciesze. jutro przyjezdza nowe, piekne, czarne pianino. glownie dla maliny, ale tez troche dla mnie. nie mialam pianina w domu od ponad 20 lat.
jutro.
Opublikowano