

malina w lozku. tüte na stole. jutro o 8 idziemy do szkoly. wrociclismy dzis popoludniu. uroczyscie chcialam wybrac stroj na jutro, ale malina wyskoczyla z wanny, otworzxyla szafe i oznajmila, ze ona juz sobie wszystko przemyslala. troche sie zmartwilam, bo myslalm, ze bedziw wzruszajaco a zaraz zacznie sie dyskusja o rozowych spodniczkach pewnie. ku mojemu oszolomieniu malina wyciagnela biale podkolanowki, biala bluzke i sukienke na szelki w szara kratke. troche sie zdziwila, ze my jutro z nia tam idziemy.
– myslalam, ze do szkoly bede chodzic sama?
wytlumaczylam, ze jutro bedzie uroczyste otwarcie roku szkolnego i wszyscy przyjda z rodzicami. na dobranoc dziecko oznajmilo, ze strasznie jest ciekawe co bedzie w tüte i najspokojniej w swiecie poszlo spac. a my drzacymi rekami zaczelismy kompletowac tornister, worek sportowy (tesciowie przyslali przesliczny!), torbe z przyborami do zajec plastycznych oraz zapelnilismy te tüte zwariowanymi slodyczami i z przejecia nie mozemy spac.