mieszkam na prowincji monachium i mam jedna uliczke pelna sklepikow, ktore mozna odwiedzic na piechote. ksiegarnia, ciuszki, spozywczy, papierniczy, bio zywnosc, drogeria. od miesiecy prowadze misje: kupujcie na tej uliczce. tylko dzieki naszym zakupom te sklepiki przezyja. w sobote poszlam tam z cala lista rzeczy potrzebnych malinie do pierwszej klasy, ktora sobie wydrukowalam ze storny internetowej jej szkoly.
poszlam do papiernika. ludzie, pamietacie z dziecinstwa te papierniki, w ktorych zawsze, ale to zawsze jest cos ciekawego do kupienia? cos co koniecznie trzeba miec. podalam pani liste i poprosilam o skompletowanie przyborow do szkoly. pani zaczela ukladac rzeczy na ladzie i wciaz sie dopytywala: i flamastry tez? i olowki tez? i klej tez? w koncu nie wytrzymalam i zapytalam czemu sie tak dziwi, bo przeciez to wszystko malina potrzebuje do szkoly jak pewnie z ponad sto dzieci w okolicy.
– tak, ale takie rzeczy to sie dzis kupuje w aldim albo dm, bo duzo taniej. – wyjasnila ze smutkiem pani i z wdziecznosci nawrzucala malinie mnostwo prezentow: kredki, gumke rozowa, plan lekcji, zeszyty z zadaniami itp.
drazni mnie aldi, tchibo ale i tak chodze do h&m. musze to zmienic. dam rade?