od rana malina cwiczy:
– do you want to play with me?
– sing along with me!
– my name is malina.
tatus zawiozl ja na pierwszy dzien angielskojezycznego campu "pingwiny". przyjechali za wczesnie. szkola montesorri – marzenie nie szkola. maz twierdzi, ze od razu chcial tam zostac i zamieszkac na zawsze. na skraju lasu, piekne drewniane podlogi, piekne okna, wszyscy mili jak nie wiem. no ale same obce dzieci i wszystko po angielsku. maz mowi, ze jakos go w brzuchu slrecilo, ze ma maline tam sama zostawic a malina na to:
– idz juz, przeciez wiesz, ze dobrze mowie po angielsku. yes. yes.
maz zostal jeszcze, bo rodzice zostali zaproszeni do wspolnego klaskania powitalnej piosenki. zaraz potem malina zabrala swoj plecak, pomachala lapka i pobiegla do swojej grupy. maz sie zastanawial czy ja sledzic czy nie, ale jednak jakos udalo mu sie dotrzec do samochodu i odjechac.